Do naszego warsztatu trafiło piękne koło szosowe. Karbonowa obręcz, cieniowane szprychy, aluminiowe nyple wewnętrzne. Lekko bije, jedna szprycha trochę za luźna, słowem – szybka, prosta robota bez żadnego ryzyka. Niestety, jak to zwykle bywa w kryminałach i w warsztacie, sprawy nieco się skomplikowały gdy przystąpiliśmy do akcji.
Zaczynamy centrowanie. Pierwszy nypel ani drgnie w przeciwieństwie do szprychy, która koniecznie chce się zmienić w helisę. Drugi-to samo. Trzeci – szkoda gadać. Panie i panowie, mamy problem…
Aluminiowe nyple wewnętrzne w połączeniu z cieniowanymi szprychami sprawiają, że koło jest lekkie i opływowe. Jednak jeśli nie zabezpieczono gwintów przy zaplataniu, po sezonie są też zwykle zapieczone na amen. Dodajmy, że w kole zastosowano dwa rodzaje cieniowanych szprych 2,0 /1,5/2,0 mm oraz 2,0/1,8/2,0 mm. Sztywność skrętna szprychy jest proporcjonalna do jej przekroju podniesionego do potęgi czwartej. Oznacza to, że odchudzenie szprychy o 0,3 mm zmniejsza odporność na skręcanie o połowę. Zwykłe dwumilimetrowe szprychy są ponad trzykrotnie odporniejsze na skręcanie niż te, z którymi przyszło nam się zmierzyć.
Pierwsze rozwiązanie, które przychodzi do głowy: po kolei ciąć szprychy i zastępować je nowymi. Ale to jakby kopnąć obręcz z siłą stu kilo, bo takie naprężenie pokazał tensometr. Może pęknąć, podobnie jak serce właściciela. Trzeba za wszelką cenę uruchomić zapieczone nyple. Z pomocą przychodzi niezastąpiony kolega Marek, który dostarcza specjalistyczny preparat penetrujący. Jeśli on nie pomoże, będziemy mogli już tylko zmierzyć naprężenie sznura na własnej szyi…
Pierwsze zgrzytnięcie brzmiało jak najsłodsza melodia. Ruszyło! Ostrożnie odkręciliśmy pierwszy nypel i naszym oczom ukazał się widok jaskini potwora:
Nie chcemy wiedzieć, co zagnieździło się w tym nyplu, ale na szczęście obyło się bez egzorcyzmów 🙂 Pozostałe nyple zostały odkręcone i nasmarowane środkiem antykorozyjnym i koło będzie mogło wkrótce wyruszyć na trasę – nawet tak zaśnieżoną i zasoloną jak teraz.



